Biblie

Zmora

15 lipca 2016
Joanna
Joanna

ZMORA – przesąd, wybujała wyobraźnia, sen, a może inna rzeczywistość?

zmora1

Poniższy obraz jest chyba najpopularniejszą próbą przedstawienia zmory.
Autorem jest szwajcarski malarz Johann Heinrich Füssli. Obraz pochodzi z roku 1781:

zmora2

 

A tu trochę teorii z nazewnictwa zjawiska zmory, które to już znane jest nie od dziś i w dodatku na całym świecie. Mamy też próbę wyjaśnienia go z naukowej strony. Nosi ono nazwę paraliżu sennego lub tez bezdechu nocnego.
W poniższym linku możecie przeczytać więcej szczegółów na ten temat, z typowo naukowej perspektywy:

http://www.lucidologia.pl/2010/10/paraliz-senny-lub-porazenie-przysenne.html

Słowo zmora wywodzi się najprawdopodobniej od „morzyć” lub „zmarły”. Zamiennie na różnych terytoriach używano takich określeń jak „mora”, „mara”, „mura”, „morawa”, „morzysko”, „gniotek”, „nocnica”, „siodełko”, „siodlisko”, „siodło”, „wieczornica” ale też „biża”, „ciat”, „dusioł”, „dusznica”, „gmocek”, „koga”, „koszmar”, „mac”, „maceli”, na Rusi „marucha”, „kikimora”.[1] Badacz istot mitycznych A. Czerny napisał, że dolnołużycka „mórawa” to dusza żywego lub umarłego wychodząca w nocy by dręczyć we śnie ludzi, ssąc krew i dusząc.[2] Przypuszcza się, że zmory słowiańskie były istotami pokrewnymi upiorom. B. Baranowski uważa, że w XVII- XVIII wieku nastąpiło połączenie cech starosłowiańskiej zmory z wyobrażeniem czarownicy z Zachodu, która nękała ludzi we śnie. Skrzyżowanie tych wierzeń spowodowało, że zmorę uważano za osobę żywą, a nie tak jak wcześniej za duszę zmarłego.

Zmora pojawia się, jak opisują różni ludzie, niespodziewanie. Czasem raz w życiu, czasem co miesiąc, a nawet kilka razy w nocy, po czym znika i nie daje o sobie znać długie lata. Nie ma znaczenia wiek, czy płeć – zmora odwiedza wszystkich.

http://forum.obemania.pl/printview.php?t=364&start=0

http://przezhistorie.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=237:o-zmorach-i-nocnicach&catid=13:xix-w-artykuy&Itemid=41

A oto relacje niektórych osób ze spotkania ze zmorą (relacje te w pełni moim zdaniem obrazują to zjawisko. Są moim zdaniem ciekawe, bo przedstawiają dokładne opisy.
W tekscie zazanaczam wytłuszczonym drukiem to co mogę sama na swoim przykladzie rowniez potwierdzic:

Usłyszał zbliżające się do łóżka kroki, którym wtórował ciężki oddech. Sparaliżowany strachem Seigel mógł tylko leżeć, czując w nozdrzach stęchły zapach intruza. „W pokoju dawało się wyczuć czyjąś niepokojącą obecność – wspomina Seigel – usiłowałem zrzucić kołdrę i zerwać się na równe nogi, lecz byłem przygwożdżony do łóżka. Na piersi czułem jakiś ciężar. Serce waliło mi jak młotem. Nie mogłem złapać oddechu.” Nieznana istota dotknęła jego szyi i ramienia, po czym zaczęła mu szeptać do ucha. „Każde jej słowo cuchnęło tytoniem – mówi Seigel. – język wydawał się dziwny, trochę jakby ktoś mówił do tyłu.” Wciąż niezdolny do jakiegokolwiek ruchu, Seigel spojrzał na zegar przy łóżku „To nie sen” – pomyślał. Tego doświadczyło wielu. Niespodziewanie istota zmieniła pozycję i objęła ciało Seigela nogami. Łóżko zaczęło skrzypieć. „Opanowało mnie seksualne zamroczenie. Raptem jednak głos się urwał i wyczułem, że intruz powoli wycofuje się z pokoju. Stopniowo ciężar na mojej piersi zelżał.” Zegar wskazywał 4:30 nad ranem. Ronald Seigel – poważny profesor psychologii na Uniwersytecie Stanowym w Kalifornii w Los Angeles – właśnie stał się ofiarą napastowania przez coś, co wielu nazwałoby istotą astralną. Od setek lat o podobnych odwiedzinach mówią relacje wielu osób, pochodzących z różnych regionów i kultur na całej kuli ziemskiej. Wszystko zazwyczaj dzieje się nocą, tuż zanim człowiek zapadnie w sen lub się obudzi. Przerażone ofiary zgodnie potwierdzają, że zajściu towarzyszy całkowity paraliż, ucisk na klatkę piersiową i podwyższone napięcie seksualne. Tak jak w przypadku wielu innych zdarzeń „nadnaturalnych”, powszechne podobieństwo opisów tej sytuacji może sugerować, że nie są one czczym wymysłem. Jeśli wierzyć podaniom ludowym i wynikom badań niektórych parapsychologów, istoty, z którymi mamy tu do czynienia, to złe i przywiązane do ziemi duchy – demony i czarownice, które atakują żywych ludzi podczas snu. W jednym z najbardziej rozpowszechnionych przekazów ludowych występuje wiedźma, której angielskie określenie „Old Hag” ( Stara Jędza ) ukuto w kanadyjskiej Nowej Funlandii. Jej przerażająca postać często pojawia się w relacjach z nocnych najść na całym świecie. Niemcy nazywają ją „Mare” ( skąd powstał polski termin „mara nocna” ), Skandynawowie używają nazwy „Mara”, a Grecy – „Mora.” W wielu kulturach na całym świecie znajdziemy odmiany podania o wiedźmie. W Wietnamie mówi się o „Szarym Duchu”, który – pojawiając się w środku nocy – przenosi swoje ofiary w odległe miejsca za górami. W Japonii jej odpowiednikiem jest istota o imieniu Kanashibari, która paraliżuje śpiące ofiary przy użyciu magii. W Zanzibarze mówi się o straszliwym duchu Popobawa, który uciska klatki piersiowe śpiących ludzi i sprawia, że „krzyczą oni bez głosy.” W południowej części Stanów Zjednoczonych uczucie ciężaru na pierwsi wywołuje obrzydliwy demon lub wiedźma nazywana „Siedzącą Czarownicą.” Inną często spotykaną odmianą wiedźmy jest inkub – demoniczny kochanek nazywany tez sennym kochankiem lub duch, który upodobał sobie stosunki seksualne z żywymi kobietami. Jego nazwa wywiedziona została od łacińskiego słowa „incubare”, co znaczy „położyć się na kimś.” Ingerencja inkuba próbuje się często wyjaśnić miażdżący ciężar na piersi i poczucie podniecenia seksualnego, które są charakterystycznymi elementami nocnych ataków.

(…)paraliż senny jest być może czymś więcej, niż tylko igraszką wywiedzionego na manowce umysłu. Hufforda uderzyła zadziwiająco spójna treść halucynacji, a zwłaszcza opisy ataków ze strony wiedźmy. Ale za najdziwniejszą w tym wszystkim uznał powszechność relacji: docierały one z bardzo wielu krajów i zazwyczaj pochodziły od osób, których zdrowiu psychicznemu i fizycznemu nie można było nic zarzucić. Co więcej, wiele z tych osób nie miało styczności z podaniami ludowymi, ani nie interesowało się parapsychologią. „Dlaczego – pyta Hufford – treść halucynacji związanych z paraliżem sennym jest wszędzie niemal jednakowa, bez względu na kontekst kulturowy?” Hufford kończy stwierdzeniem, że badania prowadzone na tym pole nawet jeszcze nie zaczęły zmierzać w stronę odpowiedzi na to pytanie. Alternatywna rzeczywistość? A może źródłem niezwykłych doznań jest inny świat, do którego bramą jest nasza podświadomość, a który dla osób go doświadczających jest równie rzeczywisty i wewnętrznie spójny co świat materialny? Do czasu szczegółowego zbadania i wyjaśnienia treści niesamowitych halucynacji towarzyszących paraliżowi sennemu, nasza wiedza na temat tego zjawiska pozostanie niepełna.

Jednak psychologowie, włączając w to Ronalda Seigela, w poszukiwaniu innych dróg wyjaśnienia tego powszechnego doświadczenia, skupili się na często spotykanym, a rzadko opisywanym zjawisku paraliżu sennego, czyli katapleksji. W jaki sposób śpimy. Co noc każdy z nas ma sny, bez względu na to, czy pozostają nam one w pamięci. Sny mogą ulec zapomnieniu nad ranem, lecz w czasie, gdy w naszej głowie roją się fantastyczne sceny, umysł wykazuje bardzo ożywioną aktywność, a ciało jest całkowicie unieruchomione. Ten swoisty paraliż ma istotne znaczenie, w przeciwnym bowiem razie staralibyśmy się „odgrywać” nasze sny, co mogłoby skończyć się tragicznie. W normalnej sytuacji mięśnie są całkiem rozluźnione i nie reagują na to, co umysł nakazuje im robić. Wyjątek stanowią mięśnie sterujące ruchami oczu i procesem oddechu. Gdy budzimy się nad ranem paraliż zwykle mija. Czasami jednak mechanizm, którego zadaniem jest utrzymywanie rozdziału życiem we śnie i na jawie, trochę się zacina. W takich przypadkach, gdy zapadamy w sen lub budzimy się, możemy odczuć ogarniającą nas niemoc: nie możemy poruszyć się ani wydać z siebie głosu. Zjawisko to znane jest medycynie jako paraliż senny. Prawie zawsze towarzyszy mu przyśpieszony rytm serca, trudności w oddychaniu i uczucie strachu. Doznanie to jest tym bardziej przerażające, że osoby mu poddane są świadome swego otoczenia, jednak znajdują się w stanie, który naukowcy określają mianem halucynacji hipnagogicznej. Jest to stan przejściowy między jawą a snem, w którym nasze marzenia senne są tak wyraziste, że wydają się wstrząsająco prawdziwe. Dla wielu osób pierwszą oznaką paraliżu sennego jest dziwny hałas; pomruk, może też wydawać się odgłosem kroków, szumem silnika lub nawet piskliwym śmiechem.” Potem następują drgawki ciała, tak więc w relacjach jest mowa o uczuciu trzęsienia, silnych drgań, falowania lub wykręcania. W pokoju mogą pojawiać się dziwne efekty świetlne – błyski, niewielkie gwiazdki lub lśniące kształty. Niejednokrotnie cały pokój zdaje się być wypełniony niesamowitą poświatą, a znajdujące się w nim sprzęty otoczone są aureolą lub roziskrzone. Jednak najbardziej przerażające w paraliżu sennym jest poczucie bliskiej obecności jakiejś istoty. Nawet gdy nikogo nie widać i nie ma żadnego powodu do takich przypuszczeń, po prostu ma się świadomość, że w pokoju jest ktoś jeszcze. W wielu sytuacjach obecność daje się faktycznie zauważyć ( w stanie katapleksji oczy śniącego są często otwarte ), przy czym może ona przybierać rozmaite formy – człowieka, zwierzęcia, demon a nawet kosmity. Sny o obcych. Omawiane raporty o nocnych wizytach skłoniły wielu badaczy do wniosku, iż wyjaśnieniem klasycznych przypadków kontaktu z kosmitami być może jest zwyczajny paraliż senny.

(To są wybrane fragmenty tego tekstu na stronie, której link jest poniżej. Są one trochę w zmienionej kolejności, by tworzyły spójną całość).

http://niewyjasnione.blog.onet.pl/2005/05/05/paraliz-senny/

.

Poniżej mamy do czynienia z kolejną nazwą tego zjawiska.
Dość popularną zresztą. Autor tego posta wszystko wyjaśnia:

Przeglądając wasz portal znalazłem temat mówiący o czymś siedzącym na klatce piersiowej i duszącym. Znalazłem informacje na ten temat w książce Czarownice strzygi mamony” czyli wierzenia i zabobony ludu galicyjskiego zebrane przez Eugeniusza Chmielowskiego w pierwszej połowie Listopada roku 1890. Książka została wydana przez Sądecką Oficynę Wydawniczą w 1987r.

Wśród różnych ciekawych informacji jedna zasługuje na uwagę ,,Gnieciuch” oto podany w książce opis: ,,O Gnieciuchach mówią, że dawniej się pojawiały, ale teraz ich nie ma. Gnieciuch nie był Diabłem wprawdzie, ale był zawsze czymś złym. Gnieciuch, zwany także zmorą, kładł się na człowieka śpiącego i giótł go. Dopóki się człowiek nie obudził, Gnieciuch miał jakąś wielką postać, ale gdy się obudził, zamieniał się w źdźbło, które należało lewą ręką z siebie zrzucić.

Pewna kobieta – opowiadają – była często przygniatana przez tego niecnotę. Razu pewnego spała na strychu przy otworze w powale, do którego była przystawiona drabina z sieni. Gnieciuch przyszedł i ciężarem swoim ją przywalił. Czuła ten ciężar, ale obudzić się nie mogła. Gdy wtem pies na podwórku zaszczekał, ona się obudziła, ciężar znikł. Wyciągnąwszy rękę lewą maca po nakryciu, a poznawszy pod ręką źdźbło, zrzuciła je z siebie przez wspomniany otwór w powale na sień. Rano, gdy ona i wszyscy w domu powstawali, znaleźli wprost  pod otworem w powale na ziemi  rozlaną maź, chociaż tej w domu całym przedtem nie było. Gnieciuch gniótł często pewną dziewkę, ale nie umiała nic o nim powiedzieć więcej, tylko , że czuła wielki ciężar na sobie i że gdy – budząc ją – wołano, nie mogła się odezwać ani wstać, chociaż słyszała, aż wtedy dopiero, gdy zapalono świecę”.

Na tym kończy się jedyny fragment książki o tym Gnieciuchu.

Pozdrawiam Maciej W.

.

~julia : Spotkało mnie coś niewytłumaczalnego w 2000 roku. Piszę, ze niewytłumaczalne bo „zmorę“ mam uwiecznioną na zdjęciu, ale po kolei. Byłam na wakacjach w Turcji, pokój dwuosobowy. Jak to na wakacjach na początku robiłyśmy z koleżank,ą zdjęcia min. pokoju, to jest ważne, bo o tym, że uwieczniłam zmorę na zdjeciu dowiedizałam się po powrocie do Polski, ale nawet tego nie odkryłam ani ja, ani koleżanka, lecz znajoma koleżanki, której ona opowieidzała co mi się przydarzyło. Parę dni przed powrotem do Polski, może 3 lub 2 przed odjazdem, położyłyśmy sie spać około 2 w nocy. W pewnym momencie zaczęła mnei dusić „zmora“ widziałam tylko jej grubą, gołą rękę, dusiła mnie od tyłu, że zdołałam zaobserwować tylko, iz była to gruba kobieta, nachylona nad moim łóżkiem. W tym śnie myślałam tylko, że muszę położyć nogi na podłodze i wtedy sie obudzę. W końcu udało mi sie położyłam nogi na podłogę i obudziałam się. Potraktowałam to jako sen i od razu , gdy przeszło to duszenie położyłam sie spowtrotem ale na boku. Wtedy od razu „zmora „ zaczęła mnie ponownie dusić. Szybko zaczłam się modlić i usiadłam.Siedziałam dłuższą chwilę i modliłam sie, wstyd mi było obudzić koleżankę, by jej coś takiego opowiadać.Opowiedziałam jej o wszystkim dopiero rano. Po powrocie do Polski wywołałyśmy zdjęcia ( klisze) koleżanka pokazywała je w pracy i opowiedziała o moim przypadku. Wtedy jej znajoma pokazała jedno z pierwszych zdjęć i zapytała czy to widziałyśmy. Na zdjęciu znajduje się cień grubej kobiety nachylajacej sie nad łóżkiem w którym spałam. Na łóżku są jeszcze cienie jakichś przedmiotów lub czegoś blizej nie określonego. Jest to niesamowite. Zwłaszca , ze odpowiada ten cel sylwetce “zmory” . Nie wierzyłamw takie rzeczy a dawne opowieści babci o zmorach traktowałam jako bajki, ale teraz wiem, ze coś w tym jest.

http://strefatajemnic.onet.pl/forum/paraliz-przysenny-czy-nocna-zmora,0,640527,83683613,czytaj.html

Chciałbym zabrac głos, w sprawie kilka tygodni temu przedstawionej na łamach Waszego portalu – bowiem prywatnie już trzykrotnie przeżyłem bliskie spotkanie ze zjawiskiem… zmor nocnych, przedstawionych przez Was w artykule pt.: Wszystko dzieje się w nocy, podczas snu. Uczucie jest dokładnie takie, jakby ktoś wskoczył nam na piersi i nas dusił. Pragnąłbym tym samym udowodnic co jest prawdą, a mitem w zawartym przez Was tekście. Rozpocznę od tego, że nie ma jakiegokolwiek znaczenia, czy śpimy w trakcie nocy, czy dnia. Zmora nie wybiera czasu. Dla przykładu, ja za każdym razem byłem przez nie atakowany kładąc się spac wczesnym rankiem. Zgodzę się jednak ze stwierdzeniami, iż zmory atakują przede wszystkim młodych mężczyzn, którzy kładąc się spac są w stanie głębokiego przemęczenia, często spowodowanego wcześniejszym nadużyciem alkoholu. Tak było za każdym razem w moim przypadku.To niesamowite uczucie. Leży się w łóżku i czeka na sen, powoli odpływa się, gdy… nagle błogi spokój przerywa paraliż i duszenie. I od razu wtrącę – największym błędem jest mylenie zjawiska zmor nocnych, ze zjawiskiem OOBE. Otóż tą drugą sytuację również kilkakrotnie przeżyłem i jest to nieporównywalnie milsza przygoda paraliżu sennego, niż okropne spotkanie z prawdziwym złem. Atak zmor następywał zazwyczaj poprzedzony jakby dźwiękiem muzyki i śmiechu, co może potwierdzic tezę, że zmory czerpią przyjemnośc ze znęcania się nad ofiarą. Nie jest prawdą, że zmory duszą tylko poprzez siadanie na klatce piersiowej. Po pierwszym ataku zmory, gdzie rzeczywiście coś w rodzaju brązowej łasicy siedziało mi na mostku i przeczytaniu na stronie Naulitilusa w jaki sposób ustrzec się zmor – postanowiłem się do tego zastosowac i w chwilach przemęczenia kładłem się spac na brzuchu. Kolejnymi razami zmora w postaci polnej myszy dusiła mnie poprzez zatkanie ust, drugim razem jakby spoglądający na mnie brązowy kot autentycznie spowodował ucisk na mojej szyi – czułem nawet dotyk dłoni zaciskających się w tym miejscu, chociaż sparaliżowane było całe ciało. Zawsze w chwili ataku, ostatkami sił przytwierałem oczy i widziałem te straszne postacie. Do tej pory zauważyłem ich jedną wspólną i charakterystyczną cechę – brak gałek ocznych. Zamiast pary oczu miały jednynie dwie skośne kreski.Prawdą rzeczywistą jest, iż owe zmory są czymś absolutnie szkodliwym wobec człowieka, czy innych zwierząt. Z całkowitą pewnością można stwierdzic, że służą sile zła, gdyż za każdym razem próbując się uwolnic od ich złowieszczego ucisku, zaczynałem się modlic i zmory znikały, raz słyszałem wręcz długi, przeraźliwy i nieludzki krzyk, jakby modlitwa o pomoc do Boga, sprawiała zmorom ból. Tego samego dnia zmora nie atakowała nigdy dwa razy. Bardzo ciekawym przeżyciem jeste również to…, że udało mi się za każdym razem w ułamku sekundy uchwycic te coś, kiedy jeszcze nie spałem (!). Np., leżąc na łóżku i spoglądając na podłogę. Chociaż to raptem któraś setna sekundy, ale nie sposób nie zauważyc biegnącej, będącej w niewielkich rozmiarach zmory czy zjawy.Analogiczna, chociaż przerażająca sytuacja spotkała mnie pod koniec marca 2008.Po 12 latach życia, odszedł mój pies.Co w tym takiego dziwnego? Otóż w dniu jego śmierci do pewnego momentu nic nie zapowiadało, że przychodzi kolei na niego. Byłem już wtedy po dwóch spotkaniach ze zmorami i wiedziałem trochę na ich temat. Pies przebywający ze mną w pokoju leżał na moim łóżku, kiedy… zeskoczył i pobiegł do sąsiedniego pokoju. Odwróciłem się i… przerażony stwierdziłem, że pod łóżkiem znowu przez dosłowny moment widziałem…. zmorę, co więcej – była czarna i zwiastowała coś niedobrego.Domyśliłem się, że w powietrzu czai się niebezpieczeństwo, jednakże zastanawiałem się – dlaczego zmora pojawiła się w moim pokoju, chociaż nie miałem ochoty spac, ani nie byłem przemęczony. Wieczorem pies już nie żył. Biegał obok mnie, jakby wołał pomocy.Na pomoc było za późno… udusił się (!).Za trzecim razem, kiedy przeżyłem atak zmory, akurat byłem pogrążony we śnie. W pewnym momencie snu, pojawiła się przede mną leżąca na podłodze popielniczka, a tuż pod nią ramka ze zdjęciem. Podniosłem to zdjęcie i zobaczyłem, że przedstawia mojego niedawno zmarłego psa. W jedną chwilę zdjęcie zaczęło się poruszac, jakby pies ożył i wtedy…. usłyszałem tylko złowrogi chichot. To była zmora. W swojej odrażającej i okropnej postaci, wcześniej wspomnianego kota. Czy to, że wybrała postac kota, gdy chwilę wcześniej śnił mi się mój ukochany pies – nie jest dowodem na to, że zmory męczą i zarazem drwią z przez siebie zaatakowanych osób? Czasem zdarzy mi się czuc ich obecnośc, kilka razy przelotnie zauważyc, kryjące się w zakamarkach mojego pokoju.Sam nie wiem co o tym myślec, zwłaszcza, że nie atakują bez powodu, zawsze kiedy nadużyję alkoholu i odsypiam nieprzespaną noc.Przy okazji drobna dygresja, czy problem zmor nocnych, nie jest po części przełamaniem stereotypu tzw.białych myszek, widzianych pod wpływem wycieńczenia alkoholowego przez licznych ludzi? Może zupełnie standardowe tłumaczenie chwilową delirką, mija się z prawdą – a ta tak okrutnie przedstawia się w zjawisku zmor?

Tomasz, Suwalki

.

Witam Szanowną Redakcję i wszystkich „Czytaczy” Nautilusa!

Właśnie przeczytałem pierwszy list Michała o zmorze nocnej w wiadomości „Nocny atak” i muszę potwierdzić, że ostatnio przeżyłem dokładnie coś takiego, jak on. Cała sytuacja zmieniła moje podejście do tematu „zmory nocnej”, którą kiedyś traktowałem albo jako bajkę dla dzieci, albo jako tzw. paraliż przysenny czy inną naturalną funkcję fizjologiczną. Jednak po tym wydarzeniu wiem, że za zmorami stoi prawdziwa istota, demon lub zły duch, a jeśli ktoś w to nie wierzy, to może nawet i dobrze – naprawdę nie jest miło coś takiego przeżyć.

Z reguły nigdy w domu nie zostawałem sam, lecz w wakacje zdarzyło mi się przebywać parę tygodni samemu w domu. Noc jak noc – nic szczególnego.Poszedłem spać o „słusznej” porze i nic nie zapowiadało żadnych nadzwyczajnych wrażeń.Pamiętam, iż śniło mi się – a rzadko śnią mi się takie dziwne sny – iż stoi obok mnie demon lub inna istota o wyraźnie negatywnym usposobieniu.I słyszę we śnie takie głośne wołanie „Szatan”.Głos był tak głośny, iż z lękiem obudziłem się.Byłem już absolutnie przytomny, tak iż widziałem wszystkie przedmioty w pokoju, jednak – ku memu przerażeniu – nie mogłem pisnąć ani słowa czy kiwnąć palcem.Jednak nie to napawało mnie wtedy przerażeniem.Oprócz tego, w pokoju słyszałem szum ogromnego wiatru, jakby wichru. Wydawało mi się, iż trąba powietrzna lata w pokoju i powoduje niezwykły hałas – coś takiego, jak opisywał Michał. Wtedy poczułem, że obok mojego łóżka stoi bardzo potężna, przepełniona złem i nienawiścią istota.Dodatkowo, wydawała ona dziwne i strasznie nieprzyjemne odgłosy (charczenie, fuczenie, sam nie wiem jak to nazwać). Byłem wręcz pewny, że gdybym tylko mógł odwrócić głowę, zobaczyłbym ją obok siebie. Chciałem – pomimo strachu – to uczynić, ale nie byłem w stanie. W tym ogólnym przerażeniu zauważyłem, iż dzieje się ze mną coś bardzo dziwnego.

Ta istota obok mnie – nie wiem czy dobrze to ujmę – próbowała wyrwać ze mnie moją duszę. Wiem, że brzmi to śmiesznie, wręcz zalatuje „ciemnogrodem”, ale po prostu czułem, jakbym się miał rozdwoić i ta moja „właściwa” część była na siłę wypychana do góry, niczym podważana łomem. Skupiłem całą swoją siłę woli by „nie iść do góry”, by ta moja dusza – której pierwszy raz w życiu doświadczyłem – nie została wypchana do góry. Powiem prosto – myślałem, że to coś chce mnie opętać albo posiąść moje ciało.Zacząłem ostatkami sił się modlić. Pędzikiem, w tym całym hałasie wiatru, obok złej istoty i w walce bym został w ciele – odmówiłem jedną zdrowaśkę, potem drugą, Ojcze Nasz… (proszę zauważyć, że to nie była kwestia sekund – wszak odmówienie tych modlitw, nawet pobieżnie i szybko, trochę zajmuje). Jakież było moje przerażenie, gdy te modlitwy nie skutkowały!!! Ostatkiem sił, gdy myślałem, że już co tu dużo mówić – po mnie (tak się wtedy czułem – prawie wypchany z ciała), zawołałem rozpaczliwie w myślach – „Jezu, mój Mistrzu…” (nie dokończyłem tego, już nie dałem rady), gdy nagle – w ułamku sekundy – zniknął szum huraganu, ta zła istota i od tej chwili mogłem normalnie się poruszać… Zresztą nie dałem rady za bardzo – byłem tak strasznie wyczerpany tym wszystkim, że po prostu nawet nie miałem siły się bać… Przewróciłem się na drugi bok i niedługo po tym zasnąłem.

Niestety bałem się iść spać w następne wieczory – grałem na komputerze do 2 w nocy, byleby jak najpóźniej kłaść się spać. Teraz już jest dobrze i więcej nie boję się takich przypadków – wiem, że jak głęboka modlitwa (ale nie klepanki zdrowaśki) potrafią skutecznie i natychmiastowo odpędzić takiegoducha. Jednak po tym wydarzeniu zmieniłem stosunek nie tylko do czegoś takiego jak „zmora”, ale do życia pozagrobowego. Już wiem, że ono istnieje naprawdę, gdyż miałem naoczny dowód i dałbym sobie rękę uciąć, że to nie był ani sen, ani przywidzenie, ani paraliż przysenny.

Kończę moje wywody, trochę przydługawe.Pozdrawiam wszystkich Nautilan i apeluję – jeśli kiedyś doświadczycie działania takiej istoty, pomódlcie się za nią.Ja przynajmniej czuję jakiś taki błogi spokój od momentu, kiedy pomodliłem się za tego ducha, który to mnie niewątpliwie nawiedził.

P.S. I nie bierzcie mnie za chorego psychicznie – jestem zwykłym studentem, bynajmniej nie 70-letnim fanatycznym słuchaczem radia.

Pozdrawiam raz jeszcze,

Dawid

http://nautilus.org.pl/artykuly,2200,nocne-zmory8230-ten-koszmar-przezywa-bardzo-duzo-osob.html?cat_id=51

Tutaj przedstawiam bardzo ciekawy blog (a jest ich naprawdę mało, ogromna ich część jest tak jak można łatwo zauważyć – za typowo naukowym spojrzeniem na tą kwestię), który ukazuje podobnie jak autor powyższego posta, że nie bardzo można dać wiary, że jest to zjawisko typowo naukowe i w ten sposób mamy do czynienia z obaleniem teorii tzw. paraliżu sennego.
Warto naprawdę się z nim zapoznać.
Można w nim również  przeczytać o skrzacie dusicielu, który o dziwo atakuje ludzi w dzień i to na jawie:

http://zmiennoksztaltne.blogspot.de/2013/08/hockauf-zosliwy-skrzat-dusiciel.html

A teraz przejdę do przedstawienia mojego zdania na temat zmory.
Co do powyższych wypowiedzi to właśnie można znaleść ich bardzo, bardzo wiele. Są one jednak nieco okrojone i zwięzłe w treści. Trochę zajęło mi czasu nim dotarłam do tych, które powyżej przedstawiam.
Nie znalazłam jednak nigdzie takiej próby dość dokładnego wyjaśnienia tej „materii“, więc postanowiłam napisać sama artykuł na ten temat.

Jako, że moje doświadczenia z tym zjawiskiem trwają już dosc długo – jakieś 12 lat – mogę więc z czystym sumieniem coś na ten temat powiedzieć.
Jest to wyłącznie moje spostrzeżenie i osobista opnia oparta na doświadczeniach i przemyśleniach pochodzących wyłącznie ode mnie.

Co jest bardzo ważne w moim wypadku to fakt, iż to zjawisko jest u mnie ściśle związane z moimi doświadczeniami, a właściwie „pozostałościami“ tak to nazwijmy, po treningu umysłowym związanym z medytacją opartą na ćwiczeniach oddechu.
Jeden z moich artykułów przedstawia te moje doświadczenia z tym związane o wiele dokladniej niż tutaj. Zachęcam wszystkich bardzo gorąco do zapoznania sie z nim. Tym bardziej, że jak już zdążyłam zauważyć, niewiele mówi się na ten temat, a jeśli już to prawie tylko w pozytywny sposób.
Jednak lektury tych książek, od ktorych „roi“ się wręcz na rynku pod preteksem czegoś innego np. szybkiego uczenia, czytania, zapamiętywania itd proponując tego typu trening dla jak to wyrażają polepszenia całego procesu, wprowadzają nas w ślepy zaułek, w coś co trudno nam potem pojąć, zrozumieć i wyjść z całej tej sytuacji. Wchodzimy w coś w co nie powinniśmy, w inny wymiar rzeczywistości.
A te doświadczenia potem już nie należące do zbyt przyjemnych – zostają już z nami na zawsze. Takie są fakty i bolesna prawda.
Tutaj znajduje się link do mojego artykułu:  „Ćwiczenia medytacyjne i trening umysłowy – świadectwo Joanny”

Przytoczę tutaj jeszcze tylko informacje, które potwierdzają to co wyżej na ten temat napisałam:

Joanna Jarzębińska-Szczebiot i Marek Szczebiot, znawcy problematyki New Age i okultyzmu wyjaśniają: Podstawą wejścia w taki trans bitewny jest otworzenie się na “energię kosmiczną” i naładowanie się nią. Jedną z technik, która umożliwia takie otwarcie jest oddychanie. Specyficzna technika oddychania prowadzi do uzyskania szczególnego stanu umysłu, który dziś znany jest pod modną nazwą odmiennego stanu świadomości. Innymi słowy, trans jest otwarciem się na rzeczywistości duchowe; jest otwieraniem furtki ingerencjom demonicznym i może pociągać za sobą zarówno duchowe, psychiczne, jak i fizyczne konsekwencje.

W USA już kilkanaście lat temu powstała nowa jednostka chorobowa: rozpad osobowości w wyniku ćwiczeń medytatywnych praktykowanych w odosobnieniu.

http://books.google.de/books?id=h1h4XdmuLIMC&pg=PA56&lpg=PA56&dq=rozpad+osobowo%C5%9Bci+w+wyniku+%C4%87wicze%C5%84+medytatywnych+praktykowanych+w+odosobnieniu&source=bl&ots=425pIStlXS&sig=CEkmNtSkp9xMw8EfVtBPS7NmhE4&hl=de&sa=X&ei=1wPUUovgN8XLswa_iYDwCg&ved=0CFcQ6AEwBQ#v=onepage&q=rozpad%20osobowo%C5%9Bci%20w%20wyniku%20%C4%87wicze%C5%84%20medytatywnych%20praktykowanych%20w%20odosobnieniu&f=false

Kontynuując dalej moją wypowiedź dodam tylko, że tak jak u niektórych osób ja NIGDY WCZEŚNIEJ nie miałam sposobności styknięcia się osobistego z tym zjawiskiem. Nastąpiło ono wtedy, gdy właśnie robiłam te ćwiczenia oparte o medytację.
Jednak nie nastąpiło to tak od razu.
Dopiero po pewnym czasie zaczęło się to ujawniać i przybierać na sile. Pewnie na początku nie byłam na to gotowa, lub też, za mało “otwarta” w sensie duchowym.
Mogę śmiało powiedzieć, że jest ono owocem tych ćwiczeń. Jestem przekonana, że gdybym ponownie je rozpoczęła zaszłabym dalej, bo ćwicząc te ładnych parę lat wstecz zatrzymałam się na jakimś etapie.
Mimo iż czas mija to ja nadal doświadczam ataków ze strony tej istoty. Dlatego też pragnę wszystkich czytających ostrzec przed tego typu praktykami, a już w ogóle dalszym wtajeminczaniem się.
Wiem z niektórych wypowiedzi, że ten etap który ja przeszłam to jest dopiero początek i jest ich więcej.
Ostatnio wczytywałam się nieco w materię przygotowując się do tego artykułu i wiem, że następnym etapem jest tzw. świadome śnienie (LD), czy też wychodzenie z ciała i wędrówki ciała astralnego czyli naszej duszy, podczas gdy ciało fizyczne jest w spoczynku (OBE).
Wiem, że są fora, a jest ich naprawdę nie mało, które próbują znaleźć jak najwięcej zwolenników.  Człowiek jest ciekawy, jest może znudzony ziemskim życiem i otaczającą go rzeczywistością. Szuka więc odmiany, ucieczki w “swój” świat do którego tylko on ma dostęp, bo może tam robić co chce i jak chce i nic i nikt go nie ogranicza. To jest bardzo niebezpieczne, wiem to bo doświadczyłam tego na własnej skórze. Człowiek stąpa po cienkim lodzie, a myśli że został wybrany, bo posiadł takie zdolności, których nie mają inni.
Możemy się naprawdę “nabawić” przez to choroby psychicznej,  zniewolenia, a nawet opętania.  A tłumaczenie tego wszystkiego, że gdyby to nie było dozwolone, to by Bóg nie dał nam takich możliwości jest bardzo zgubne. Bóg przygotował zupełnie inny plan dla nas. On pragnie byśmy twardo stąpali po ziemi i nie dali się zwieść i żyli “tu i teraz”,czyli  w rzeczywistości i dawali świadectwo o Nim, będąc „solą tej ziemi”.
Polecam wszystkim to nagranie z ostrzeżeniem tutaj:

Naprawdę warto się z nim zapoznać, bo wielu jest tych „nauczycieli“, którzy nie mają o tym “zielonego“ pojęcia. Dają tylko na jakikolwiek problem czy wątpliwości słowo pocieszenia, garść takich „uspokajaczy“ .Próbują za wszelką cenę stłumić pojawiający się w nas niepokój, cisnące się na usta pytania, czy pierwsze dziwne i dające do myślenia objawy i wynikający z nich strach. Im  tylko zależy na tym, by nas w to wciągnąć, a czy my potem cało z tego wyjdziemy to już nikogo potem nie obchodzi,  a choćby i nawet to oni nie mogą i nie są w stanie nam już wtedy w jakikolwiek sposób pomoc.
Dodatkowo można w internecie znaleźć mnóstwo filmików instruktażowych z dokładnym wyjaśnieniem jak wejść w trans, a nawet go wprowadzające! I jak widać po komentarzach niektórym już się to za pierwszym razem udaje i nie tylko to!
Odsłuchując go wcale się nie dziwie, że jest to możliwe. To jest BARDZO NIEPOKOJĄCE a zarazem tak BARDZO NIEBEZPIECZNE. Ludzie nie zdają sobie nawet z tego sprawy w co tak naprawdę brną i wchodzą.

Teraz zajmę się już dokładnie tą tematyką i spróbuję wyjaśnić to zjawisko, które jest raczej przemilczywane, bo każdy boi się przylepienia tzw. łatki lub znanego nam gestu pukania się w głowę gdybyśmy wszystkim zaczęli o tym mówić, co nas spotyka. Wiem coś o tym, bo ja też się bałam. Dlatego właściwie wtajemniczona w ten temat jest tylko moja mama. Zresztą moja rodzina najbliższa nie miała z tym zjawiskiem nigdy do czynienia, wiec nie bardzo wiedziałam do kogo mam się zwrócić po pomoc (z tego co wiem to tylko mój nieżyjący już wuj miał styczność ze zmorą.
Pewnego razu się go o to bezpośrednio zapytałam. Powiedział mi wówczas, że przychodzi ona do niego pod postacią ´długowłosej (chyba jasnowłosej), młodej, szczupłej dziewczyny w długiej sukni. Po chwili kładzie się na niego i go dusi).

Próbowałam jednak szukać pomocy u księdza egzorcysty na spotkaniach mówiących o zagrożeniach duchowych pt. „Magia wiary“. Było to w Poznaniu w jednym z kościołów. Jednak miałam na to mało czasu i nastąpiło to w takich niezbyt sprzyjających okolicznościach tzn. można było podejść wtedy do tego księdza w trakcie przerwy i mu powiedzieć o problemie. Tylko, że tych ludzi było sporo. Ogromny hałas i każdy może miał na to ze 2 minuty. Ja zdążyłam dosłownie prawie, że wykrzyczeć mu wprost do ucha, co mnie tak naprawdę trapi i w czym tkwi mój problem. Czułam się też skrępowana bo obok mnie stali też inni i mogli bez problemu to usłyszeć, bo nie dało się jak wspominałam, mówić cicho. Ten ksiądz jednak nie mógł mi wiele pomóc, bo też na głębszą analizę nie miał najzwyczajniej czasu. Stwierdził,  że mam się modlić i to samo powinno przejść. O ile się nie mylę to polecił mi modlitwę maryjną. I na tym się skończyło.
Jednak ta modlitwa niewiele mi pomogła, bo do dziś mnie to spotyka. Teraz już wiem, że już w ogóle modlitwa do “Maryi” niewiele może nam tu pomóc, a czasem może wręcz przynieść odwrotny skutek. Dlaczego?
Pisze o tym w dalszej części artykułu.

Jako, że czułam się osamotniona z moimi doświadczeniami szukałam więc informacji w internecie na ten temat. O dziwo znalazłam i to dość sporo wypowiedzi osób i jak się potem okazało nie ja jedyna miałam z tym problem.

Przechodząc już do sedna sprawy to pragnę zaznaczyć, że nie mam zamiaru nikogo moim artykułem straszyć ani też wymyślać średniowiecznych opowieści. Bynajmniej typowo naukowe wytłumaczenie tego zjawiska nie satysfakcjonuje mnie. Wiem, że u mnie nastąpiło to jak już pisałam w skutek medytacji, choć wiem, że są przypadki, że niektórzy przeżywają to nagle i bez wcześniejszego wchodzenia w trans i stycznością z jakąkolwiek formą tego typu praktyk.

Co do istoty samej zmory to wspomnę, że na początku nie wiedząc co to tak naprawdę jest, myślałam, że to dusza czyścowa i chciałam jej za wszelką cenę pomóc i niejako próbowałam przywoływać myślowo tą istotę do siebie.
Ogarnęła mnie niejako fałszywa duma i myślałam początkowo, że zostałam w jakiś sposób wybrana skoro jedna z dusz do mnie przychodzi. Jednak po jakimś czasie przestałam mieć złudzenia. Czułam, że od niej bije tylko nienawiść i zło, że żywi się ona tylko moją energią. Po takim ataku lub atakach czułam się później „wypompowana“ i słaba, często czułam jakiś czas jeszcze pozostałości po duszeniu tzn. oddychałam dość ciężko. Jednak na szczęście po krótkim czasie to ustępowało.
W moim przypadku pora dnia nie grała jakiejkolwiek roli. Obojętnie czy to była noc lub popołudnie, bądź późny wieczór, albo tez wczesny ranek. Zawsze jednak odbywało się to „spotkanie“ jakby w pół śnie. Ni jawa ni sen. Czasem mogłam otworzyć oczy, by zobaczyć to “coś”. Jednak często strach brał górę i bałam się zupełnie zwyczajnie ją zobaczyć. Jednak zawsze w wyobraźni byłam w stanie sobie wyobrazić ją. Nie zawsze ona przybiera postać, a jeśli już jest, to bez twarzy w powłóczystej długiej ciemnej szacie. Nieraz jest to wychudła kobieta, albo wręcz przeciwnie, mężczyzna lub kobieta, dobrze zbudowani, wręcz bardzo otyli. By określić wiekowo tą istotę to biorąc pod uwagę rozumowanie ludzkie to można by powiedzieć, że jest to wiek średni aż do podeszłego.Bardzo rzadko i chyba tylko raz mi się to zdarzyło, że przybrała ona postać dziecka.Czasem są widoczne ręce takie typowo ludzkie o ogromnej sile lub tez zwierzęce łapy pokryte ciemną średniej wielkości sierścią zakończone pazurami. Takim „odwiedzinom“ tak to nazwijmy, towarzyszy zawsze duszenie – ta istota nie dusi też w takim typowo ludzkim rozumowaniu tylko rękoma. Obojętnie jaka część ciała jej wystarczy by uzyskać jej potrzebną siłę i nacisk. I to samo tyczy się też jej ofiary, obojętnie na którą z części naszego ciała poczujemy nacisk to i tak stracimy dopływ powietrza. I przekonanie, że spanie na plecach jest dla niej niejako zaproszeniem, nie wiem być może. U mnie było inaczej. Ataki zdarzały się w każdej pozycji, na boku czy tez na brzuchu.Tak jakby ona potrzebowała tej naszej ludzkiej energii. Co ważne, strach jest tutaj też przysłowiową wodą na młyn. Zmora żywi się naszym strachem, bo tak jak mi się wydaje sprawia jej radość gdy my „zlani“ potem boimy się. Są to istoty na wskroś złe, bez grama pozytywnego pierwiastka w sobie. Na początku właśnie ja tak reagowałam jak tylko udało mi się odkryć tożsamość tej istoty.
Po jakimś czasie stwierdziłam, że nie jest ona w stanie nic zrobić oprócz duszenia. Nigdy jednak mimo swej ogromne siły nie będzie w stanie nas udusić. Przestałam się jej bać a wręcz przeciwnie w czasie ataku próbowałam ją nawet odaganiać od siebie wyzywając ją stłumionym głosem, prawie szeptem np. „Wynoś się!“ i wtedy odchodziła, ale też nie zawsze. Dodam jeszcze tylko, że czasem w trakcie tych ataków mając już otwarte oczy widzę jakbym wykonywała jakieś chaotyczne ruchy dłońmi walcząc z nią. Często właśnie podczas tej walki czuje fizyczność tej istoty mogąc ją np. wtedy złapać za ręce lub za dłoń, bądź nadgarstek, i czuje to tak jak w świecie fizycznym zupełnie realnie.

Na samym początku będąc w przekonaniu, że jest to dusza czyścowa próbowałam w trakcie ataku się za nią modlić. Często też można spotkać opinie, że one właśnie potrzebują naszej modlitwy. Jednak w moim przypadku przynosiło to odwrotny skutek. Modlitwa powodowała u niej jeszcze większą wściekłość i wtedy ona jeszcze mocniej na mnie nacierała. Co do samych „spotkań“ to były one początkowo przewidywalne, bo słyszalne było jakby takie głośne wydychanie powietrza lub świst, lecz po jakimś czasie ona wiedziała, że walczę z nią i próbuje się tylko jej pozbyć udaremniając jej ataki, więc teraz przychodzi nagle w trakcie snu. Wtedy to o wiele trudniej jest się wybudzić.

W trakcie takich „odwiedzin“ w początkowej fazie próbowałam nawiązać z nią jakiś kontakt myślowy, bo mimo iż jest prawie że niemożliwym się poruszyć to można otworzyć oczy, poruszyć ustami i pomyśleć. Podczas przybycia tej istoty czuje się wyraźnie jej fizyczność, jej ciężar, dotyk, chwytanie za ręce, a także falowanie i ciągnięcie z lekka za kołdrę lub też jej poprawianie. Wiem, że te istoty wiedzą o naszej seksualności i być może jest im też to wiadome, że jest to nasza słaba strona, więc często po takim ataku,  gdy się z niego nie wybudziłam jak to bywa teraz, następuje po nim zaraz sen typowo erotyczny.

Teraz chciałabym odpowiedzieć na pytanie mojego artykułu: czy temat zmory to PRZESĄD?
Myślę, że nie.
Zawsze miało się do czynienia z wierzeniami ludowymi, lecz ja dziś w XXI dałabym im wiarę. Jest inny wymiar i inny świat, o którym nie mamy pojęcia. To nie jest tylko ludzki wymysł, średniowieczna bajka do straszenia. Zmora to moim zdaniem jest prawdziwym fizycznie zjawiskiem.

Gdyby była to też WYBUJAŁA WYOBRAŹNIA to nie zdarzało by się to ludziom, jak to wynika z licznych wypowiedzi, zupełnie zdrowym psychicznie i w dodatku w niektórych przypadkach, nagle bez jakichkolwiek innych czynników do tego prowadzących. Do nich można by było zaliczyć używki takie jak alkohol, czy narkotyki, oraz omawianą wcześniej medytację, czy też oglądanie horrorów.
Również kwestię zmory możemy znaleźć w każdym zakątku świata, niezależnie od kultury i religii danych społeczeństw – oczywiście jedynie nazewnictwo jest inne lecz sposób działania zmory ten sam.

Poruszmy teraz kwestie snu.
O ile byłby to tylko SEN to nie byłby taki rzeczywisty i śnić nie da się na jawie gdzie można otworzyć oczy i widzieć wszystko dookoła a także tak odczuwać to dokładnie i dosadnie fizyczność tej istoty. I nie można też wciąż śnić tego samego snu. Mogą zdarzyć się kontynuacje snów, lub podobne sny,ale sen wciąż jeden i ten sam, to raczej niemożliwe.

Poruszając już ostatnią kwestię.
Mogę jednogłośnie powiedzieć TAK.
Tak moim zdaniem jest to INNA RZECZYWISTOŚĆ, do której nam bliżej niż dalej i zgłębiając tego typu praktyki łatwo przekroczyć nawet nieświadomie ten próg, wejść niespostrzeżenie w inny świat, otworzyć im “furtkę” i w ten sposób umożliwić im kontakt z nami. Takie otwarcie się na inne byty jest BARDZO NIEBEZPIECZNE.
Teraz już wiem, że jedna z takich możliwości kontaktu z nimi jest otwarcie się na energię kosmiczną, inny wymiar czasoprzestrzeni, inny świat za pomocą medytacji, tak jak to w moim wypadku miało miejsce. Otwarłam im po prostu “furtkę”. Wysłalam im niechcący przez to niejako “zaproszenie”, przez które one teraz maja do mnie dostęp. Wiem to też z jednej z audycji radiowych, o których mi moja mama wspominała. Podobno ta „furtka“ zostaje otwarta już na zawsze i nic nie da się z tym zrobić. Człowiek zostaje na tym etapie medytacji i nie da się już tego cofnąć. Można by powiedzieć beznadziejna sytuacja bez wyjścia. Ja jednak głęboko wierzę w to, że nie jednak nie i wiem że nasz Pan i Zbawca czuwa nade mną i nie pozwoli mi włosa z głowy stracić i  kiedyś uwolni mnie od tych istot.

Dodam jeszcze, że w moim życiu odkąd te“ odwiedziny“ mają miejsce to przeżyłam dwa razy napór tej istoty. Trwało to bez przerwy. Ta istota nie chciała w żaden sposób ode mnie odstąpić i mimo próby jej odegnania była wciąż i ponawiała swoje ataki. Było to tuż po tym jak w pewnych ważnych dla nas intencjach postanowiłam odmawiać Nowennę Pompejańską. Teraz mnie to już nie dziwi ale wtedy było inaczej. Byłam pewna, że to „Matka Boska“ tak działa, bo przecież mówiono wciąż w kościele, że tam gdzie jest ona tam i szatan, który ma ją bardzo w nienawiści.

Drugim atakiem była noc po której położyłam się spać po przeczytaniu artykułu Rafała „Krzyż – symbol szatana”. Wtedy przebieg tych ataków był taki sam. Również ta istota nie chciała ode mnie w żaden sposób odstąpić i wciąż bez końca na mnie nacierała. W pewnym momencie był to już sen. Śniłam, że idę jakaś nieznana mi ulica, dokładnie mówiąc chodnikiem w nieokreśloną stronę. Czułam bliskość jakiś ludzi, ale ich nie widziałam, bo patrzyłam cały czas prosto pod moje nogi. Pod stopami leżał niewielki czarny krzyż bez postaci na nim. Takie jak widnieją  w kościołach protestanckich. Wiem, że o mały włos nie nastąpiłam wtedy na niego. Powiedziałam wtedy do siebie w duchu: “Odrzucam krzyż i staje się wolna!”.Wtedy ta wypowiedź zezłościła tą istotę jeszcze bardziej i z większą natarczywością ponawiała swoje ataki. Wiem też, że próbowałam się jej pozbyć krzycząc do niej stłumionym szeptem żeby się wynosiła i jednocześnie mówiłam jej, że się jej nie boję, bo nie ma nade mną żadnej władzy.
Zupełnie niedawno też miałam jeden z takich ataków ale całkiem inny. Jak to teraz się u mnie zdarza miał on również miejsce we śnie. Tylko, że był inny jak już pisałam, zupełnie niepodobny do tych poprzednich. Do tej pory działo się to z zewnątrz, teraz jednak było to jakby ta istota weszła we mnie i zaczęła mnie dusić od środka. Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć ale widziałam niejako w wyobraźni we śnie jej ręce jakby widoczne przez skórę, a dokładniej przez skórna powłokę mojego brzucha. Jednak duszenie było odczuwalne tylko takie od zewnątrz. Nigdy wcześniej tego nie przeżyłam.

Ja mam wciąż wrażenie jakbym niejako przez tą istotę była obserwowana. Wystarczy, że podejmę w moim wnętrzu jakieś dobre postanowienie lub myśl tego typu pojawi się w mojej głowie. Wtedy to ona często się zjawia. Z tego też założenia wnioskuje, że zmora zna niejako nasze myśli i próbuje za wszelką cenę nas od tego zamiaru odwieźć.

Dodam jeszcze tylko, że za bardzo nie wiem jak to nazwać ale czasem budząc się i mając już otwarte oczy widzę coś jakby przedmiot z innego wymiaru, który jest fizyczny choć wiem, że to obraz. Nie ma on zupełnie połączenia z tym co przed chwilą śniłam i po jakimś bardzo krótkim czasie sam znika, dosłownie rozpływa się w powietrzu na moich oczach.To wygląda jakby te obrazy  trafiły przypadkiem do ziemskiej czasoprzestrzeni. Jako, że tutaj nie istnieją fizycznie, znikają po prostu.

A teraz już na koniec mojego artykułu pragnę się podzielić dwoma relacjami z tych “spotkań” zapisanymi w moim pamiętniku, w którym to uwieczniam niektóre z nich. Miało to miejsce w środku tygodnia jakieś niecałe 3 lata temu. Oto pierwsza z nich:

Wczoraj o godz. 9.52 miałam “odwiedziny”, a zarazem była to godzina ich końca, bo wtedy się obudziłam (musiałam wtedy spojrzeć na zegar, że zapisałam sobie tą godzinę). Przyszło to coś znienacka, tak nagle bez uprzedzenia. Miało postać ludzką, ale nakryte było czarnym prześcieradłem bądź płaszczem. Była to postać niewysoka, ale za to dobrze zbudowana. Złapał (za każdym razem potrafię rozpoznać lub wyczuć jakoś instynktownie KIM to “coś” jest czy mężczyzna czy też kobieta) mnie za lewe ramię, a także próbował mnie zepchnąć w głąb łóżka przyciskając się do mojego biodra. Próbował mnie w ten sposób przesunąć jakby chciał się wsunąć do mnie do łóżka. Byłam przerażona nie mogłam oddychać ani się ruszyć. Dodatkowo co poczułam to była jakaś taka nienawiść w stosunku do mnie, czego wcześniej nie czułam (mam na myśli to wcześniej dotyczące tylko tego spotkania). Wolałam w myślach “Jezu uwolnij mnie!”, bądź “ratuj mnie!” dokładnie nie pamiętam. Ale ta postać była głucha na moje wołania i tym mocniej mnie ściskała. Potem otworzyłam oczy i jakiś dziwny cień utworzył się z pościeli jakby jakaś straszna twarz się z niej tworzyła! Szybko zapaliłam lampkę nocną, bo w pokoju było ciemno (musiałam wtedy zostać dłużej w łóżku by sobie jeszcze podrzemać, a można było u nas zaciemniać je roletami tak ,że było wtedy ciemno jak w nocy), otworzyłam drzwi i poszłam odsłonić okna.

A oto druga relacja, która miała miejsce ponad 2 i pół roku temu w niedziele:

Lekko odsunęłam roletę, by nie usnąć więc widziałam dobrze co się w pokoju dzieje. Było to może ok 10 rano. Dokładnej godziny nie pamiętam. W pewnym momencie usłyszałam jej charakterystyczny “oddech”. Nie miałam jednak ochoty ją myślami odganiać. Poczułam jak poprawia, gładzi moja kołdrę, ale od spodu. Często tak robi. Potem usiadła na mnie okrakiem i poczułam jej kościste kolana wbijające się w bok moich pośladków. Byłam sparaliżowana, nie mogłam się ruszyć zupełnie. Zaczęłam się modlić “Aniele stróżu”, lecz ona gdy to usłyszała zaczęła jeszcze mocniej mnie dusić (ucisk na pośladki pozbawiał mnie powietrza), i słyszałam w uszach świst. W pewnym momencie postanowiłam, że chce ją zobaczyć. Zupełnie spontanicznie to zrobiłam i wtedy zauważyłam tuż nad moimi plecami postać w ciemnym jakby płaszczu, bez twarzy z kapturem na głowie. Przeraziłam się bardzo i próbowałam się wybudzić z tego półsnu i wtedy odeszła. Nie widziałam jej całej, bo leżałam na brzuchu i tylko tak dalece jak moje pole widzenia sięgało mogłam ją ujrzeć. W następne dwa kolejne dni też przychodziła, ale nie zdołała mi nic zrobić bo ja odegnałam w myślach.

Podsumowując chciałabym jeszcze coś napisać.
Muszę przyznać, że po moich doświadczeniach z tą istotą czuję wdzięczność Bogu. Tak, właśnie wdzięczność, że dał mi te doświadczenia. Dzięki temu mogę się teraz z innymi nimi dzielić i ostrzegać, a także wiem, że nie wkłada się ręki do ognia bo można się bardzo poparzyć. Wiem jak daleko mogę się posunąć i jakie to może mieć konsekwencje. I mam pewność, że jest coś więcej niż to ziemskie życie, że są inne istoty, inny wymiar i że zło może przybrać całkiem realne kształty i to nie tylko w świecie realnym. Ale wiem, że  są i znajdą się zawsze tacy którzy próbują i brną dalej. Idą za tym co na początku tylko błyszczy, a że potem stopniowo traci swój blask to nikt tego już nam nie powie. Nie uprzedzi nas, bo byśmy nie robili tego. Pytam się czasem wtedy sama siebie, czy nie szkoda tym ludziom im życia, czasu, energii. Przecież to nic nie da, to pułapka szatana, by nas odciągać od Boga, a przyciągać do niego, by zatracać powoli siebie i swoje życie. Co na początku jest tak piękne i wciągające staje się potem nie do zniesienia. Można wiele przeczytać o tym, że potem nie wie się, w którym się świecie aktualnie przebywa i by to stwierdzić potrzeba robić sobie tzw. test rzeczywistości.
Albo i jeszcze inna kwestia, dużo gorsza od poprzedniej. Czy ktoś da nam gwarancję. że po tzw „wyjściu z naszego fizycznego ciała” nic i nikt w nie nie wejdzie i nim nie zawładnie?
Nikt ale to absolutnie NIKT nie może nam tego zapewnić, że tak się nie stanie. Tylko ci forumowi „pocieszyciele“ będą nas głaskać po głowie i zapewniać, że nic takiego nie jest w stanie nam się przydarzyć. Ja po moich doświadczeniach nie uwierzę już żadnemu autorowi żadnej z książek czy filmów na ten temat.

A Pan Jezus ostrzega nas, mówi nam byśmy byli czujni i nie dali się zwieść.
Ojciec kłamstwa jest sprytny i inteligentny. On nam to odpowiednio “zapakuje”, o to nie należy się martwic, byśmy się pokusili, spróbowali i wie przecież bardzo dobrze, że jedna z największych ludzkich słabosci jest ciekawość. I nie łudźmy się, on będzie robił wszystko, by jak najlepiej nam to zareklamować. A to przez trening autogenny, jogę, afirmację, które przecież  tak pozytywnie zmienia nasze życie w okamgnieniu, przyniosą upragnioną miłość i bogactwo. Będzie nas niestrudzenie zapewniał, że właśnie dzięki takim treningom osiągniemy to co chcemy i nauczymy się wreszcie szybciej czytać, zapamiętywać i koncentrować.

Bóg i szatan wciąż o nas walczą każdego dnia ale to my decydujemy na którą stronę przejdziemy i KOMU będziemy służyć.
Przykład zmory pokazuje moim zdaniem jedno z prawdziwych obliczy zła choć nie dla wszystkich widocznych i namacalnych.Tam nie ma litości. Liczy się tylko zniszczenie.
Po moich obserwacjach mogę jednoznacznie stwierdzić, że te istoty nie są w żadnym stopniu pokojowo do nas nastawione i chcą tylko nas wykorzystać, upokorzyć, nasycić się nasza bezradnością,  strachem oraz naładować naszą energią. Są tylko nastawione na branie. I zgodzę się z opinią, że najprawdopodobniej wybierają swoje ofiary. U jednych taki atak zdarza się nagle, a potem ustaje. Inni „męczą się” latami, a jeszcze u innych następuje to pokoleniowo. Jedno jest pewne znając słowa Pisma można je zaliczyć do tzw. upadłych aniołów, których przecież niemało jest na ziemi. Niewidoczni gołym okiem,  ale istniejący, i zawsze gotowi do ataku.

Warto się zastanowić tutaj jak ważni jesteśmy dla Boga, że o nas walczy, że dopuszcza takie doświadczenia byśmy przejrzeli na oczy i docenili Jego stwórczą moc i przede wszystkim Jego miłość do nas w przeciwieństwie do tych demonicznych istot. Dostrzegamy dzięki takim oto doświadczeniom, że jesteśmy nie tylko istotami fizycznymi lecz również duchowymi.  Bądźmy tego świadomi ale nie przeciągajmy struny. Moim zdaniem zmora nie przychodzi bez powodu. Ma to jakieś znaczenie. Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma przypadków, że nic nie dzieje się przypadkowo. Miejmy tego świadomość.  Może powinniśmy zastanowić się nad swoim życiem. Odbierzmy to jako dar i ostrzeżenie.

Bo o co tak naprawdę w naszym ziemskim życiu chodzi, no właśnie o to, by nie ustawać na naszej drodze, będąc wciąż na jakim etapie się znajdujemy i dokąd chcemy iść, co jest naszym celem, a dokąd aktualnie zmierzamy. Musimy się zastanawiać i zadawać trudne pytania. Szukajcie, a znajdziecie. Prawda was wyzwoli” – słowa brzmiące tak bardzo znajomo chyba dla każdego. Tak dobrze je znamy. Możemy je mówić z pamięci.

Ważne jest tylko, by we właściwą stronę pójść, a jeśli już zejdziemy na tzw. manowce, i zauważymy w porę to, to należy jak najszybciej zawrócić z tej drogi zanim będzie za późno. Nie lekceważmy sygnałów ostrzegawczych. Ja tez je miałam. Mogłam próbować je nie widzieć, udawać, że ich nie ma i brnąć dalej, bo ciekawość ludzka czasem jest silniejsza. Jednak właśnie wtedy trzeba zadać to pytanie czy jest to właściwa droga i czy warto dalej nią iść. Uwierzcie mi, że ryzykując pójście dalej, ponosimy za wysoką cenę jaką jest nasze życie, a mamy tylko jedno na przejście ziemskiej próby.

Mam nadzieję, że udało się moim artykułem nieco nakierować innych na ten temat. Wiem, że jest to temat rzeka, każdy będzie miał inne odczucia w tej materii zwłaszcza, że jest ona niedostępna dla wszystkich. Jednak jak można się przekonać wczytując się w jego treść, można uzyskać celowo i świadomie bądź też nie – dostęp do tej innej rzeczywistości. A tylko od nas zależy co z tym zrobimy. Nie każdemu jest to dane, ale wielu może to uczynić skoro i mnie się to udało, choć całkiem nieświadomie. Wiem ze nie u każdej osoby może tak być ale po bardzo wielkiej liczbie informacji w internecie na ten temat, możemy wywnioskować, że wiele osób niestety doświadcza tego. To dowodzi, że trzeba być ostrożnym i zachować czujność. Wróg nasz nie śpi.
Powtórzę jeszcze raz naprawdę: NIE WARTO w to wchodzić. Ja NIC tymi technikami nie uzyskałam.  Jedynie te „spotkania“ z tą istota, o których w tej książce nie było w ogóle mowy, bo cel był zupełnie inny.

Życie nasze ziemskie, pomimo wiele zła, jest piękne i tak krótkie zarazem.  Przepełnijmy je na wypełnianiu naszej misji, na byciu lepszymi, na zbliżaniu się coraz bardziej do naszego Zbawcy i naśladowaniu Go w każdej chwili, w trudzie naszego codziennego życia. Karmy się codziennie Jego Słowem i pozwólmy by nas prowadził i kształtował według Jego woli i upodobań, a także planów wobec nas. Nie traćmy czasu i życia dla „kogoś” lub czegoś. Potem może się okazać tylko, że te miłe doświadczenia, to była tylko przykrywka, a my zatraciliśmy siebie i nasze życie bezpowrotnie.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających artykuł! 🙂

Joanna

14 Comments. Leave new

ASIU NAPISALEM CI TAKI DLUGI KOMENTARZ NA TEN TEMAT ,ZAJEŁO MI TO TYLE CZASU ALE PERFIDNIE DEMON MI SKASOWAŁ ,KLIKNALEM W ZAKLADKE OBOK ZEBY PRZEJSC DO YOUTUBE I DAC CI LINK
I NA MOICH OCZACH Z TEJ ZAKLADKI PRZESZLO WCHODZENIE NA YOUTUBE Z TEJ ZAKLADKI CO TERAZ PISZE I WSZYSTKO SIE SKASOWALO.
ALE NAPISZE TERAZ TYLKO JEDNO:
OGROM TEGO WSZYSTKIEGO JEST WIELKI CO SIE WYPRAWIA Z NAMI ALE W TYM WSZYSTKIM JEST BÓG I NAJWAZNIEJSZE ZE ON TO WIDZI MY MAMY TYLKO MU ZAUFAC.
„BŁOGOSŁAWIENI UBODZY W DUCHU ALBOWIEM ONI BOGA OGLĄDAĆ BĘDĄ”
CHOĆBY SIE PODAWALI ZA UFO CZY JAKĄŚ INNĄ POSTAĆ TO ZAWSZE SĄ DEMONY KTÓRE CHCĄ CI ZABRAĆ NADZIEJE ,ALE PAMIĘTAJ ŻE TO ZYCIE JEST PRZEJSCIOWE I MY JEDYNE CO MAMY ZROBIC TO ZYC TAK ZEBYSMY WSZYSCY SIE SPOTKALI W NIEBIE.
WSZYSTKIEGO DOBREGO NIE PODDAWAJ SIE 🙂

Odpowiedz

Moja droga nie jestes z tym wszystkim sama ,sa ludzie ktorzy jeszcze gorzej w to weszli ,ale Bóg im pomaga i kocha ich i tak samo kocha ciebie.
Ale nie bede dawal przykladow z internetu bo nie chce cie zagnebiac ,co innego gdyby mojego wpisu mi nie skasowali ,a doslownie slyszalem w glowie takie teksty ze zaraz on mi skasuje ,i blyskalo sie swiatlo dziwne na przedpokoju ,a ja jakiegos transu dostalem ,ale dojrzalem jeszcze jak mi kolko oczekiwania przeskoczylo samo na tą strone co pisalem.

Odpowiedz

Ale widze kochana ze nie musze nic pisac bo koncowym akapitem zalatwilas sprawe 🙂
Juz jestem spokojny 🙂

Odpowiedz

sory ze spamuje ale to jest dobre on przezyl podobne rzeczy:

Odpowiedz
Rafal Kudrański
19 lipca 2016 16:43

guguś oglądałem to już dawno wsumie. Szkoda tylko, że i tak został zwiedziony – oczywiście nie w tak przeraźliwej formie jakiej był – bo z tego co kojarze to chyba został „wierny” KRK . Smutne to mimo wszystko.
To samo się tyczy katolików, którzy odchodzą od szatanistycznych doktryn papieskich a przechodzą DO PROTESTANCKICH szatanistycznych doktryn – już nie w takiej nasilonej formie i w „lepszym opakowaniu”… ehh

Odpowiedz

Droga Joanna,
Doświadczenia i przeżycia jakie opisujesz miałem identyczne.
Moja historia także rozpoczyna się od tematów new age, medytacji I ćwiczeń oddechowych.
Wtedy to właśnie się zaczęło. Paraliże senne dzień w dzień. Trwało to długi czas dopóki nie powróciłem do Jezusa.
Wiem jedno. W każdej takiej sytuacji musisz byc całkowicie przekonany na 110% ze Jezus Ci pomoże i musisz temu zaufać. Wtedy demony czy też upadłe anioły uciekają gdzie pieprz rośnie. Zdarzyło mi się nawet ze sama myśl o tym by Jezus mi pomógł działala cuda.
Jestem wdzięczny za to doświadczenie bo dzięki temu wiem gdzie jest prawda i gdzie jej szukać. Od wielu miesięcy spie juz spokojnie i nic mnie nie męczy. Mam wiele jeszcze innych doświadczeń tego typu wiele snów ale to jest temat rzeka. Wszystkiego nie da się opisać w jednym komentarzu.
Przytoczę jeden sen. Każdy z nas takie coś przeżył. Sni mi się ze uciekam przed jakimś stworzeniem do domu ale wiem ze nie zdążę uciec i to coś mnie złapie. Jednak nagle przychodzi mi taka myśl do głowy. Przecież Bóg jest ze mną, czemu uciekam. Odwróciłem się do tej istoty. Złapałem ja za gardło i wypowiedziałem slowa : Jezus Chrystus. Wtedy ta istota zaczęła się szarpać i powiedziała bym ja puścił i nie męczył.
Także widzicie jaka moc ma Bóg. Pomimo naszych grzechów i tego co zrobiliśmy Bóg chce byśmy się nawrócili i wrócili przed oblicze Pana.
Cały czas pracuje nad sobą bo wiem ze jestem grzesznikiem i próbuje z tym walczyć.

Jeśli ktoś potrzebuje pomocy niech pisze a w szczególności Nawróci się do Jezusa Chrystusa. Bo Pan Jest Zbawieniem Droga Prawda i Życiem i Nas Nie Opuści.

Kiedyś miałem taką myśl bądź usłyszałem wewnętrzny głos: To nie Bóg odwrócił się od człowieka ale człowiek od Boga.

Odpowiedz

Dziekuje wszystkim za mile komentarze:)I ciesze sie, ze udalo Wam sie z tego „wyjsc”, bo nie kazdemu jest to dane, jesli w pore z tego nie zrezygnuje. Sa i tacy co tego nie chca i dobrowolnie w to „brna”. Ale to juz jest zupelnie inna sprawa.

Co chcialabym jeszcze douzupelnic do mojego artykulu to to, ze przypominam sobie jeszcze jeden fakt, o ktorym nie pisalam. Pamietam ze kiedys przechodzilam fascynacje Aniolem Strozem i chcialam jak najwiecej sioe o nim dowiedziec.
No wlasnie szukajac wtedy informacji w internecie o aniolach natknelam sie na jedna ze stron gdzie mlozna niby nawiazac taki osobisty kontakt z wlasnym Aniolem Strozem. Pomyslam sobie, to byloby piekne. Moglabym od niego wiele uslyszec, nie popelnialabym tyle bledow i grzechow, bo przeciez on ma za zadanie mnie chronic i mi pomagac. Moze dal by mi takie bardziej wyczuwalne natchnienie przez np. mysl. Pamietam ze raz czy dwa probowalam wedlug tej instrukcji wejsc z nim w kontakt. Jakiez bylo moje zdziwienie ze zamiast tej obecnosci, czy tez tego obiecanego kontaktu moje objawy zaczely wracac i sie poglebiac. Zamiast spokoju czulam lek, strach, ktorego nie moglam wyjasnic, mialam koszmary, nie moglam spac. I wtedy juz wiedzialm o co chodzi.To ZNOW byla GIERKA SZATANA. Pod pretekstem nawiazania kontaktu z duchem czystym podsylal swojego „pracownika”aniola co prawda ale UPADLEGO!

Zobaczcie jaki on jest sprytny!Dlatego JESZCZE RAZ powtarazm, NIE DAJCIE sie nabrac i badzcie BARDZO ale to BARDZO OSTROZNI!

Dodam jeszcze cos. Jakis czasz temu podczas moich studiow wyjawilam dziewczynie dzielaca ze mna pokoj moja tajemnice, ze cos takiego mnie spotyka. Chcialam ja po prostu ostrzec przed takimi praktykami. Niestety jak to sie pozniej okazalo ona to wykorzystala przeciwko mnie. Bylam wtedy tez naiwna uwierzylam jej, zaufalam. Po wspolnej przeprowadzce zmienilli ci ludzie swoje oblicze (ona i jej chlopak). Ze „slodkich” stali sie tyranami doslownie. No i zaczelo sie. Zaczeli mnie straszyc. Twierdzili ze w tym mieszkaniu byly przeprowadzne egzorcyzmy, ze „to” nadal tam jest. Pod moja nieobecnosc przewracali moje religijne obrazki itd. Teraz wiem, ze tam nic nie bylo, oni to robili.

Dlatego teraz zdecydowalam sie na internetowe OSTRZEZENIE, bo nie wiem komu moglabym zaufac, by nie musiala mnie drugi raz spotykac taka sytuacja.

Smutne to jest, bo ludzie nawet nie wiedza ILE KOSZTUJE powiedzenie o takich rzeczach. A tu potem taka sytuacja, ktora boli.

Ale ciesze, ze mam i takie doswiadczenia za soba. One tylko ucza.

Pozdrawiam:)

Odpowiedz

Brdzo miło Asiu 🙂 Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz

Dokładnie tak. Bardzo trudno dzielić się takimi doświadczeniami bo są one bardzo OSOBISTE.
Tez kiedyś podzieliłem się swoimi doświadczeniami z kilkoma osobami. Oczywiście zostałem wysmiany i każdy patrzył na mnie jak na psychola.
Nikt tego nie zrozumie kto tego nie przejdzie. Nie czuję gniewu do tych osób. Jedyne co moge zrobić to wskazać im drogę gdzie szukać pomocy gdy spotka ich podobny los.
Popatrzcie jeszcze na jedną rzecz. Wielu ludzi żyje sobie normalnie. Chodzi do kościoła. Przestrzega 10 a raczej jak.wiemy 9 przykazań. Gdy się ich zapytasz czy są grzesznikami większość odpowie ze tak się nie czuje. Nikogo nie zabił. Nie okradł. Żony nie zdradził wiec nie jest taki zły.
Wszyscy wiemy ze tak nie jest. Do zbawienia naszego trzeba wiary z całego serca w naszego Zbawiciela a większość ludzi żyje tu i teraz. W tym wszystkim widać przebiegłość szatana. Gdyż na co dzień ludzie nie mają takich doświadczen. Nie są dreczEni. Gdyby tak było, wtedy ludzie zdali by sobie sprawę ze skoro istnieje szatan to istnieje i Bóg. Wtedy może by się nawrócili.
Z Bogiem.

Odpowiedz

Kochani dlatego tez w zwiazku z powyzszymi doswiadczeniami, jak inne osoby reaguja na to gdy sie im cos takiego wyjawi, postanowilam na ten temat milczec. Nie to ze nie chce pomoc, czy ostrzec (bo wtedy nie powstalyby te dwa moje artykuly na ten temat).CHCE ludzi OSTRZEGAC i to robie tu poki co w swiecie wirtulanym. Mysle ze zainterowani tym tematem znajda jakos moj artykul. Ja tez wiele stron na ten temat przeszukalam.

Wiem tylko ze nie majac takiego typu doswiadczen z tymi „istotami” innym naprawde trudno nas zrozumiec i wyciagaja potem tylko bledne wnioski. Tak jak mowi Tomassek, uwazaja nas potem za psycholi. Zamiast probowac to wszystko jakos zrozumiec to uwazaja nas za jakis nienormalnych. Postanowilam wiec nic o tym nie mowic poki nie zauwaze ze dana osoba ma podobne doswiadczenia i szuka pomocy, rady.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich:)

Odpowiedz

Zgadzam sie z Toba Tomassek. Dlatego tez pisze w moim artykule, ze moim zdaniem zmora nie przychodzi sobie ot tak sobie. Ma to w sobie jakis cel. Wiem ze jest duzo osob ktore maja stycznosc z medytacja, joga itd. i nic im nie jest. Mnie inaczej to doknelo i mysle ze to nie byl przypadek, bo ich po prostu nie ma.

Moze Bog chce uwrazliwic takie osoby, dac im przez to do myslenia by zastanowwily sie nad swoim zyciem nad sensem ich zycia. Bo skoro juz widza to zlo ktore nie kazdy moze dostrzec to powinny cos z tym zrobic. Nie uwazam sie tutaj za kogos wybranego tylko trzeba moim zdaniem z tego co przezywamy, co dane nam jest doswiadczyc wyciagac wnioski.

A z tymi ludzmi to masz racje, wielu uwaza sie nie za takich az zlych, choc spotykalam sie i z takimi opiniami ktorych nie moglam raczej zrozumiec, ze osoby chodzace co niedziele do kosciola mowily mi ach jaki ja wielki jestem grzesznik, ja to chyba pojde prosto do piekla. I wtedy probowalam je pocieszyc, ze bez przesady, tak az zle to z pewnoscia nie bedzie. Problem w tym ze poslugiwalam sie tym samym schematem myslenia, ze przeciez nikogo nie okradl, nie zabil wiec nie jest az taki zly, a nawet lepszy od tych co takich czynow sie dopuszczaja.Teraz ci wszyscy ludzie co tak mysla ze mimo ze chodza do kosciola i tak bardzo nie grzesza musieliby zadac sobie takie pytanie. To co w koncu DAJE mi ten KOSCIOL ze chodzac do niego czuje sie i tak skazany na pieklo?Przeciez kosciol powinien nas zblizac do Boga czyz nie??????A daje jak widac inne odczucia, wiec musi tu byc cos nie tak. Ale skoro sie mysli i tkwi w schemtach ze trzeba wciaz „pracowac” na swoje zbawienie, a potem to i tak nie wiadomo to nie ma sie co dziwic ze potem taki strachprzed potepiniem z tego wynika.

A my przeciez JUZ TU I TERAZ zostalismy ZBAWIENI na ZIEMI!!!!!!i to za DARMO!!!!!!Zobaczcie jakie to jest PIEKNE!!!!!:)Nie musimy na nic „pracowac”, bo WSZYSTKO uczynil dla nas Jezus!On nas wybawil RAZ NA ZAWSZE!!!!!Jedyne co MUSIMY robic to OTWIERAC LUDZIOM OCZY na PRAWDE i „pracowac” juz nie na nasze zbawienie, bo ono juz jest i zostalo nam dane, ale DLA NASZEGO JEDYNEGO WYBAWICIELA i ZBAWICIELA jakim jest JEZUS CHRYSTUS!:)

Odpowiedz

Joanno, dobrze prawisz.

Odpowiedz

Przy okazji szukania najnowszego teledysku Beaty Kozidrak „Upilam sie toba”, ktorego niestety nie moga obejrzec:/ A szkoda, bo napewno sa tam „perelki” takie ze ach. Trafilam na ten, ktory jest jak gdyby wstepem do piosenki Maryli Rodowicz pt”Pelnia”. A rapuje ten tekst bo tak to mozna nazwac niejaki DONATAN. Mnie nie bardzo znany. Ale co tam jest takiego interesujacego? Czy ktos tu widzi cos na podobienstwo zmory (w postaci tej malpy) siedzaca na plecach tego srodkowego pana?Coz to zbieg okolicznosci:

https://www.youtube.com/watch?v=z5uF1jtkPx8

Ale co do samej piosenki Rodowicz to widac ze ta pani idzie i to bardzo z tzw. duchem czasu. ‚Co do samej tresci to juz samo stwierdzenie ze ktos wiemy kto zyczy sobie by „napic sie” cytuje „ognistej wody za jego zdrowie” to juz gruba przesada. Oto teledysk kipiacy demonizmem, smiercia, seksem przez wielki S wrecz takim ordynarnym, wulgaryzmem. Opiewjacy wszystkie mroczne „swieta” jak zmarlych, haloween itd. Promujacy czary. Nie brak tam rowniez postaci wamiprow min. gdzie Ibisz znalazl tam sobie tez taka role dla siebie. Wszyscy sie niezle bawia jak widac. Co ciekawe ten teledysk puszczono w telewizji na Sylwestra w zeszlym roku. Ochyda blee.!!!A ludzie nie widza tego ze to nie chodzi tu a cala zabwe sylwestrowa i koniec roku tylko o cos zupelnie innego. W dodatku Rodowicz pozdrawia publicznosc prawie na samyym poczatku rogata dlonia (24-25s). To wszystko wyjasnia. Wiemy komu spiewa i wcale tego nie ukrywa.

https://www.youtube.com/watch?v=z5uF1jtkPx8

A oto oficjalny teledysk:

Odpowiedz

Chcę się z Państwem podzielić moim przeżyciem związanym ze zmorą nocną. Jest absolutnie szokujące i jest najszczerszą prawdą. Podkreślam to, bo wiem, że trudno jest uwierzyć w takie rzeczy.

Ja również miewałem często tzw. paraliż przysenny. Ponieważ jestem sceptykiem początkowo myślałem, iż jest to stan dający się wytłumaczyć medycznie. Jednak kilka zdarzeń kazało mi diametralnie zmienić pogląd na ten temat. Zmorę nocną miewałem w miarę regularnie, więc po czasie zacząłem odczuwać, że nie jest to zupełnie zwyczajna sprawa. W okolicznościach towarzyszących zmorom zacząłem dostrzegać (odczuwać) intencjonalność, tak, jakby „coś” świadomego było przyczyną zmór i symboliki zawartej w okolicznościach, które im towarzyszą. Oczywiście cały czas tłumaczyłem sobie, że to mój mózg się ze mną bawi w ciuciubabkę. Wynajdowałem wszelkie możliwe racjonalne wytłumaczenia, takie z jakimi można spotkać się w Internecie (to tylko podświadomość, halucynacje, paraliż przysenny itp.). Moje myślenie wywróciło się do góry nogami w jedną noc. Siedziałem wtedy do późna u mojej dziewczyny, którą poznałem zaledwie miesiąc wcześniej i w której byłem zakochany po uszy. Nie wiedziała nic o moich zmorach i nigdy wcześniej nie poruszaliśmy tego tematu – wstydziłbym się jej mówić o moich nocnych zmorach, żeby nie zrobić z siebie dziwaka i jej do siebie nie zrazić. Wszak wciąż jeszcze ją zdobywałem. Tej nocy oglądaliśmy do późna filmy i niepostrzeżenie zasnęliśmy obok siebie na tapczanie (ja spałem po zewnętrznej stronie tapczanu). Nad ranem obudziłem się, lecz nie mogłem się poruszyć, kątem oka dostrzegałem wnętrze pokoju i wszystko się zgadzało – w półmroku dostrzegałem drzwi i szafę stojącą obok nich. Ku mojemu przerażeniu stwierdziłem, że obok szafy stała jakaś postać, której nie widziałem dokładnie, widziałem tylko niewyraźny kształt w półmroku. Ta postać zaczęła się do mnie zbliżać. Nie mogłem się poruszyć, a w mojej głowie zaczął narastać bulgotający szum w okolicach, w których mózg przechodzi w móżdżek, wewnątrz tylnej części głowy. Szum narastał tym bardziej, im bliżej mnie była postać. Gdy postać stała już bezpośrednio przy mnie (wciąż widziałem tylko jej zarys) wtedy zacząłem szarpać się w panice, ale nie mogłem się obudzić, w mojej głowie szum był nie do zniesienia i zaczął przeradzać się w bulgoczący, charczący głos. Wtedy już w panice zacząłem prosić Boga, żeby mi pomógł i po chwili postać gwałtownie się oddaliła i zniknęła. Wiem, że posądzicie mnie o ciemnogród, ale to naprawdę pomogło. Obudziłem się i leżałem przez chwilę uspokajając się myślami, że znowu miałem zmorę. I wtedy dopiero przeżyłem szok. Odwróciłem się w stronę mojej dziewczyny i zobaczyłem, że nie śpi i patrzyła na mnie przestraszonym wzrokiem. Powiedziałem jej: „Nie uwierzysz, co właśnie mnie spotkało, gdy spałem…”. A ona odpowiedziała: „Mi też coś się śniło, obudziłam się, ale nie mogłam się poruszyć, a jakaś czarna, zakapturzona postać nad tobą się pochylała” (sic!). Długo o tym rozprawialiśmy i od czasu do czasu nadal to wspominamy (minęło 8 lat, a ona jest moją żoną 🙂 ). Wiem, że ciężko jest w to uwierzyć, ale to najszczersza prawda, która sprawiła, że mój sceptycyzm obrócił się w świadomość, iż racjonalizm wcale nie równa się z materializmem. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że dziś bliższy jestem obiektywnej prawdy.

Pozdrawiam

Ps. W późniejszych latach miałem jeszcze trzy silne przeżycia związane ze zmorą nocną i chętnie bym je opisał, ale nie chcę na raz zajmować zbyt wiele szpalty.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud